Szanowni Państwo,

W dniu 23 listopada br. redakcja Rynku Zdrowia zwróciła się do Przewodniczącej OZZPiP p. Krystyny Ptok z następującymi pytaniami:

Stowarzyszenie Pielęgniarki Cyfrowe zapowiedziało na 4 grudnia akcję #jedenetat, w której wzywa pielęgniarki i położne do zrezygnowania w tym dniu z dodatkowych prac. Czy OZZPiP popiera tę akcję? Czy jest ona zasadna? A może konieczne są inne działania? Czy pielęgniarki zmuszone są dorabiać do swojego głównego etatu? I czy rzeczywiście – jak twierdzą przedstawiciele Stowarzyszenia – praca pielęgniarek w wielu miejscach maskuje faktyczny, dramatyczny brak pielęgniarek?

Przedstawiamy pełną odpowiedź Przewodniczącej OZZPiP:

Odpowiadając na Pani pytania na wstępie chciałabym stanowczo podkreślić, iż Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych popiera wszelkie działania służące eksponowaniu problemów reprezentowanej przez nas grupy zawodowej. Dzięki nim bowiem możliwe jest dotarcie do jak największej liczby odbiorców i zwrócenie uwagi na konieczność wprowadzenia konkretnych zmian w systemie ochrony zdrowia. Uświadamianie społeczeństwa o rodzaju i skali problemów, z jakimi w codziennej pracy zmagają się pielęgniarki i położne, jest niezbędne chociażby ze względu na to, że mają one wpływ na jakość udzielanych w podmiotach leczniczych świadczeń, które – w różnych zakresach – dotyczą każdego obywatela. Za zasadne uznajemy więc podejmowanie inicjatyw mających obnażyć wadliwość funkcjonowania i organizacji ochrony zdrowia w Polsce, bo bez tego – zwłaszcza dla wielu osób odpowiedzialnych za jej kształt – problem zdaje się nie istnieć.

W kontekście zwrócenia uwagi na problem braku pielęgniarek zainicjowana przez Stowarzyszenie Pielęgniarek Cyfrowych akcja #jedenetat jest zasadna. Obawiam się jednak, że przez krótki okres trwania nie ma ona szans odnieść skutku oczekiwanego przez organizatorów. Otóż jeden dzień nie odda w pełni skali problemu, jakim bezsprzecznie jest brak pielęgniarek i położnych na rynku pracy. Aby faktycznie wstrząsnąć wszystkimi, dla których zgłaszane przez nas problemy zdają się nie mieć pokrycia w rzeczywistości (bo jak dotąd system opieki zdrowotnej „jakoś ciągnie”) – zwłaszcza rządzącymi, którzy mają realny wpływ na sytuację – niezbędne byłoby porzucenie dodatkowych prac na okres znacznie dłuższy niż jeden dzień. Dopiero wówczas doszłoby do faktycznego paraliżu podmiotów leczniczych, a nasze dotychczasowe ostrzeżenia potraktowano by w końcu poważnie. Test na odsłonięcie faktycznego problemu musiałby więc trwać dłużej, pewnie co najmniej miesiąc.

Jako organizacja reprezentująca prawa i interesy pracownicze nie podejmujemy się jednak namawiania pielęgniarek i położnych do porzucania przez nie dodatkowych prac. Zwłaszcza znając przyczyny ich podejmowania, które najzwyczajniej sprowadzają się do niskich wynagrodzeń w podstawowej pracy przy jednoczesnych wysokich kosztach życia (każdy z nas musi przecież utrzymać rodzinę i każdy ma prawo sobie dorobić, zwłaszcza gdy jest do tego zmuszony sytuacją życiową i materialną – a więc tak, w naszym przekonaniu wiele pielęgniarek jest zmuszonych dorabiać do głównego etatu). Nie my bowiem poniesiemy ewentualne tego konsekwencje. Ryzyko utraty źródła dochodu ciąży na indywidualnych osobach, z którymi po takim jednym dniu niestawienia się w pracy dany zlecający wykonanie świadczeń na podstawie umowy cywilnoprawnej mógłby przecież nie chcieć kontynuować zawartej umowy. Dlatego też decyzja o ewentualnym wzięciu udziału w akcji pozostaje w gestii samych pielęgniarek i położnych.

Analizując kwestię „dorabiania sobie” przez przedstawicielki tej grupy zawodowej, należy mieć na uwadze, że są jeszcze w tym kraju, nawet w jego największych i najbogatszych  regionach, np. na Śląsku, pielęgniarki, których wynagrodzenie zasadnicze wynosi niespełna 1800 zł. Kiedy jest to młoda pielęgniarka z wyższym wykształceniem, jednak – ze względu na kilkuletnie dopiero doświadczenie – „pozbawiona” póki co wysługi lat, dodatku za pracę w porze nocnej itd., jej wynagrodzenie jest niższe od płacy minimalnej w kraju. I proszę sobie wyobrazić, że w chwili, gdy dodatek przyznawany tej pielęgniarce na podstawie rozporządzenia Ministra Zdrowia z 2015 r. (szumnie zwany „4x400” – przy czym wyłącznie nieliczni uczciwie dopowiadają, że jest to kwota brutto brutto, a więc z kosztami po stronie pracownika i pracodawcy) przesunięto do wynagrodzenia zasadniczego, utraciła ona prawo do wypłacanego jej dotychczas dodatku wyrównawczego do kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę. Spowodowało to, że realnie straciła na wynagrodzeniu (a – co oczywiste – dla pracownika istotna jest kwota, którą dostaje „na rękę”, jako że za nią przychodzi mu żyć). Czy to jest zachęcanie młodych ludzi do podjęcia się opieki nad pacjentem i odpowiedzialności za jego stan zdrowia, za jego życie? Odpowiedź jest chyba oczywista.

Za chwilę w Polsce wcale nie będziemy mieli pielęgniarek i położnych. Drastycznie doświadczymy tego, gdy okaże się, że na emeryturę odejdą koleżanki pracujące w kilku miejscach pracy i tych kilka miejsc pracy zostawią z pustką po sobie. Bo nie ma ich kto zastępować. Dlatego też nie ulega wątpliwości, że „praca pielęgniarek w wielu miejscach maskuje faktyczny, dramatyczny brak” przedstawicielek tej grupy zawodowej. Godzi się na to NFZ, godzi się Ministerstwo Zdrowia, bo bez tego – w obecnych realiach – nie byłoby mowy o zabezpieczeniu świadczeń. Jesteśmy przekonani, że bez łatania dziur w systemie poprzez podejmowanie przez nasze koleżanki dodatkowych etatów, zleceń czy kontraktów wiele szpitali trzeba by zamknąć. Związek od wielu lat głośno o tym mówi, wskazując kolejnym rządom na konieczność podjęcia działań zmierzających do realnej poprawy sytuacji. Powtarzamy, że za kilka lat nie będzie miał kto zaopiekować się pacjentami, bo brakuje chętnych do tej ciężkiej, wymagającej ogromnej odpowiedzialności pracy za tak niskie płace. Kolejne pokolenia, jeśli już podejmują naukę w zawodzie, uzyskawszy prawo wykonywania tego zawodu wyjeżdżają za granicę – nie ma co się czarować, oczywiście za godnym wynagrodzeniem. Czynnik płacowy ma dziś dla młodego pokolenia ogromne znaczenie. Młodzież kształci się i chce odpowiedniej gratyfikacji za swoją pracę, kwalifikacje, z czasem doświadczenie. Dlatego też potrzeba rozwiązań systemowych, które przyczynią się do wypełnienia luki pokoleniowej wśród pielęgniarek i położnych. Przede wszystkim zaś – zapewnienia pielęgniarkom i położnym wynagrodzeń na odpowiednim poziomie, adekwatnych do wykonywanej pracy, które sprawią, że koleżanki nie będą musiały dorabiać, a pojawią się kolejne zainteresowane wykonywaniem zawodu. Rozwiązałoby to także problem zbyt małych, często zagrażających bezpieczeństwu pacjenta obsad pielęgniarek na dyżurach.

OZZPiP aktywnie działa na rzecz polepszenia warunków pracy oraz płacy pielęgniarek i położnych. Wśród postulatów zgłaszanych przy okazji zawieranego we wrześniu 2015 r. z Ministrem Zdrowia, Prezesem NFZ i NRPiP porozumienia podnosiliśmy potrzebę zabezpieczenia liczby wykwalifikowanych kadr na należytym poziomie oraz stworzenia warunków powodujących wzrost atrakcyjności zawodów pielęgniarki i położnej. W wyniku zgłaszanych problemów w tym roku Minister Zdrowia powołał zespół ds. opracowania strategii na rzecz rozwoju pielęgniarstwa i położnictwa w Polsce. Niestety prace tego zespołu przedłużają się nie z winy strony społecznej. Obecnie czekamy na finalizację prac ze strony MZ, dopiero wówczas okaże się, czy opracowane projekty rozwiązań będą zadowalające dla całego środowiska zawodowego.

OZZPiP poprzez Forum Związków Zawodowych zgłasza też do dyskusji na poziomie Rady Dialogu Społecznego problem zabezpieczenia kadr medycznych i migracji tzw. białego personelu. Związek apelował również do Prezydenta RP o podjęcie inicjatywy ustawodawczej w sprawie przeprowadzenia nowelizacji ustawy z dnia 8 czerwca b.r. dotyczącej płac pracowników medycznych podmiotów leczniczych, ponieważ pielęgniarki czują się w tej ustawie pominięte – bo podwyżką nazywa się przesuwanie im pieniędzy „z lewej kieszeni do prawej” (tj. przesunięcie przyznanego już wcześniej przez Ministra Zembalę dodatku do wynagrodzenia – do wynagrodzenia zasadniczego). Związek środki przyznane w ramach tzw. Rozporządzenia zembalowego traktuje jak magnes przyciągający do zawodu młode pielęgniarki i położne oraz te, które odeszły do innych zawodów, a także utrzymujący w zatrudnieniu osoby mogące skorzystać z uprawnień emerytalnych.

Dopóki nie zostaną podjęte realne działania w kwestii płac, również warunki pracy się nie zmienią – bo czy jedna lub dwie pielęgniarki na kilkudziesięciu pacjentów są w stanie każdemu z nich zapewnić właściwą opiekę? Niech każdy z nas odpowie sobie sam. Przy braku chętnych do podejmowania zawodów pielęgniarki i położnej oraz ewentualnym porzuceniu dodatkowych prac przez nadal pracujące koleżanki, przyjdzie nam zamykać szpitale, a na pewno niektóre oddziały. Być może tak się stanie, że to braki kadrowe personelu medycznego, w tym pielęgniarek i położnych, stworzą nową sieć szpitali.

Przewodnicząca OZZPiP

/-/ Krystyna Ptok